środa, 19 sierpnia 2009

Czy można sprzedać piasek w kurorcie nadmorskim?

Okazuje się, że tak.


Kuba oraz BERENZ postanowili zmierzyć się z tym wyzwaniem w weekend - 14-15 sierpnia. Na początku stoisko rozstawione zostało na samej plaży. Mimo pozytywnej reakcji plażowiczów przez 3 godziny udało się sprzedać tylko jeden woreczek. Ludzie robili wiele zdjęć, jednak, zamiast naszego wyrobu woleli nabywać gorącą kukurydzę, orzeszki w karmelu, a także mrożoną kawę i popcorn. Nawet gotowany bób cieszył się większym wzięciem.

Nie podłamało to jednak naszych pracowników, gdyż po błyskawicznej analizie SWOT zdecydowali się przenieść kramik z piaskiem w bardziej eksponowane miejsce – zejście na plaże tuż obok największego i najbardziej renomowanego hotelu w Międzyzdrojach, Amber Balticu.



Tam właśnie miał miejsce pierwszy kontakt z podchmieloną ludnością tubylczą w strojach sportowych, która trudniła się wynajmowaniem parawanów. Charakterystyczną jej cechą był cień podejrzliwości rzucony przez nią na stoisko z piaskiem. Z początku sprzedaż piasku traktowana była przez nich jako ciekawostka przyrodnicza, jednak wraz z biegiem czasu i wzrastającym oblężeniem „Sands of Polish beaches” pojawiły się pierwsze żądania. Okazało się, że godność rodowitego mieszkańca Międzyzdrojów została naruszona poprzez to, że piasek, który był przedmiotem oferty to nic innego jak jego ziemia, którą on zamieszkuje z dziada pradziada i nie można tak po prostu nią handlować. Dżentelmen w spodniach adidasa wyceniał swoją ziemię na jedno piwo.

Wobec takiego rozwoju zdarzeń stoisko musiało zmienić swoją lokalizację. Niestety, promenada nie była już tak dobrym miejscem dla działalności w sektorze handlu piaskiem.



Warto wspomnieć również wzruszającą historię kilkuletniej dziewczynki, która w piątek złożyła zamówienie na piasek z Algierii, który miał być sprowadzony w ciagu 24 godzin od pośrednika. Jej specyficzne życzenie wiązało się z pochodzeniem jej ojca. Gdy dziewczynka zobaczyła słynne logo „Sands of Polish beaches” niepostrzeżenie odłączyła się od rodziców by zapytać się o dostępność zamówionego piasku. Kiedy dowiedziała się, że towar z północnej części Afryki znalazł się już w ofercie, na jej twarzy zagościł niczym nie skrępowany uśmiech. Jakież było zdziwienie jej rodziców, którzy 10 minut słuchali wyjaśnień swojej pociechy po tym jak przez kilkanaście minut szukali jej po całej promenadzie...

Udało się zebrać około 90 zł, co napawa optymizmem i rzutuje świetlane nadzieje na przyszłość.
Zachęcamy do odwiedzenia naszego albumu.


Z przykrością informujemy, że cały piasek został już wyprzedany. Realizacja ewentualnych zamówień może potrwać nawet rok.

2 komentarze:

  1. yo man wypas projekt uśmiałem sie :)
    '...dziewczynka zobaczyła słynne logo „Sands of Polish beaches"...'

    OdpowiedzUsuń